Cztery kółka

Odcinkowy pomiar prędkości, czyli co tak jedziesz jak pizda

odcinkowy_pomiar_predkosci_maly

W weekend wybrałem się na Mazury i po raz pierwszy miałem do czynienia z odcinkowym pomiarem prędkości. Cel słuszny, ale wyniki mogą być inne od zamierzonych.

Na Mazury jechałem drogą krajową nr 7. Na odcinku między Płońskiem a Glinojeckiem są trzy miejsca, w których dokonywany jest odcinkowy pomiar prędkości. Mają między 1,5 a 2 kilometry długości i następują praktycznie jeden po drugim. Nie ma sensu się pomiędzy nimi rozpędzać.

Nie przeszkadza to kierowcom ostro dodawać gazu tuż po wyjechaniu z jednego odcinka, wyprzedzać na trzeciego, a następnie dawać po heblach tuż przedkolejnym odcinkiem, zwykle przed maską wyprzedzonego właśnie samochodu. Także na samym odcinku pomiarowym zdarzają się kierowcy, którzy korzystają z okazji, żeby wyprzedzić parę aut, a następnie przyhamować i spowolnić całą kolumnę, żeby czasem nie przekroczyć dozwolonej średniej prędkości.

Nie zdziwiłbym się, gdyby ten samochód w rowie 200 metrów za znakiem rozpoczynającym pomiar znalazł się tam z powodu jakiegoś debila, który hamował mu przed nosem. A było ślisko.

wypadek_dachowanie

Cel przyświecający odcinkowemu pomiarowi prędkości jest słuszny. Chodzi o wyrównanie prędkości na danym odcinku. Jeśli odcinków jest kilka w niewielekiej od siebie odległości, to na całej długości kierowcy powinni jechać w miarę spokojnie. Ale tego nie robią. Oczywiście, jechałem tam i z powrotem tym odcinkiem dopiero raz. Być może akurat natrafiłem na wysoką koncentrację idiotów. Jedni jeszcze się nie opanowali po zjeździe z obwodnicy Płońska, a drugim spieszno, żeby wreszcie na obwodnicę wjechać. Ale po prostu tak prowadzimy i odcinkowy pomiar prędkości niewiele tu zmieni.

Brakuje mi też paru elementów, które uczyniłyby odcinkowy pomiar prędkości bardziej przyjaznym dla kierowców. Po pierwsze przed rozpoczęciem pomiaru przydałoby się powtórzenie obowiązującego na tym odcinku ograniczenia. Żeby nie było wątpliwości. Po drugie, na końcu odcinka chciałbym zobaczyć informację, czy przypadkiem nie przekroczyłem dozwolonej prędkości. Numer rejestracyjny i uśmiechnięta lub smutna mordka. Albo ‘dziękujemy za bezpieczną jazdę’. Jest to technicznie wykonalne, a kierowcy zrobiłoby się miło. Lub zdjąłby nogę z gazu wiedząc, że właśnie dostał mandat. Kolejny element to informacja dotycząca liczby odcinków, na których wykonywany jest pomiar. Być może gdyby Alonso w Mercedesie i Vettel w Oplu wiedzieli o kolejnych pomiarach, to mimo wszystko darowaliby sobie wyścig. A może nie…

O tym jak niewiele trzeba, aby sprowokować kierowcę do szybszej jazdy, przekonałem się paręnaście kilometrów później. Dyskusja z moją partnerką z tematu odcinkowego pomiaru prędkości przeszła na temat młodych kierowców. Do dziś nie wiem, czy moi rodzice oboje wożą jaja na taczce, czy na czas decyzji o zakupie mojego pierwszego samochodu ostro się naćpali.

#likeaboss #lincoln #markvii

A photo posted by marek w. (@marek_drives) on


Kupili mi V8 z tylnym napędem i bez elektroniki. Nawet ABS nie działał. Można powiedzieć, że dzięki temu nauczyłem się jeździć. Albo, że cudem się nie zabiłem. W każdym razie nie przypominam sobie kolizji, której przyczyną byłaby nadmierna prędkość.

Ale wróćmy do prowokacji. Moja partnerka zrobiła krótką pauzę w swojej wypowiedzi, a następnie rzuciła “co tak jedziesz jak ta pizda?” I słowo daję, że przez ułamek sekundy zadrżała mi prawa stopa, bo chciałem dodać gazu. Nieważne, że właśnie wjeżdżałem w teren zabudowany i powinienem był raczej odpuścić. Trwało to ułamek sekundy i opanowałem odruch, ale podejrzewam, że przeciętny młody kierowca już redukowałby bieg.

Kierowców mogą nie powstrzymać kolejne pomiary prędkości, bo to co widzę na drogach pokazuje brak myślenia. Kierowców powinno się mądrze szkolić. Po parudziesięciu godzinach przejechanych eLką po mieście z prędkością 48 km/h świeżo upieczony kierowca jest pozostawiony sam sobie. I mało kto ma wystarczająco dużo czasu, rozumu, pieniędzy, żeby zapisać się na dodatkowe kursy. Uczy się sam. Albo co gorsza uczą go rówieśnicy.

Przeczytaj też to

Previous ArticleNext Article

2 Comments

  1. Właśnie ja jako początkujący kierowca (prawo odebrane w czerwcu 2015) jadąc po mieście czuję się jak idiota. Poruszam się na dłuższych odcinkach bez skrzyżowań te 60kmh a i tak ciągle inne samochody jadą dużo szybciej, wyprzedzają mnie i tyle. Jadąc przepisowo widzę się jako idiota i zawalidroga a auto zachęca wręcz do przyspieszenia (silnik V6 benzyna i bardzo dobre wyciszenie kabiny). Jest jakas praktyka mi niewiadoma?

    1. Dobre pytanie. Dla Twojego bezpieczeństwa powinieneś jechać 1. zgodnie z przepisami, 2. zgodnie z Twoimi umiejętnościami, 3. z prędkością zbliżoną do innych uczestników ruchu. W Polsce ten trzeci warunek zwykle wyklucza przynajmniej pierwszy. Z czasem wyczujesz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *