Jazda próbna

Renault Espace – piękna katastrofa

Moje doświadczenia z Renault Espace są tragikomiczne. Problemy zaczęły się już na etapie odbioru testowego samochodu, który odmówił posłuszeństwa. Pojawił się komunikat o awarii układu hamulcowego i niskim poziomie naładowania akumulatora. Szybka diagnostyka pozwoliła stwierdzić, że samochód rzeczywiście gdzieś gubi prąd. Nie wiadomo gdzie.

Jest przełom października i listopada 2015 roku. Espace to wtedy jeszcze nowość. Mechanicy klną na czym świat stoi, bo niestety wiedzą o problemie, ale nie potrafią (lub nie mają czasu) go rozwiązać. Są tylko dwa testowe Espace’y, wszystkie redakcje chcą samochód. Telefon do działu prasowego Renault: krótka piłka – bierzesz to co jest, albo za parę miesięcy będę miał nowe. Ryzyk-fizyk. Biorę.

Na wszelki wypadek dziewczyna wydająca samochody w dowód rejstracyjny wsuwa mi wizytówkę holownika. „Zna sprawę,” mówi mi na do widzenia.

Espace jeździło bez problemów przez dwa dni. W sobotę przed zdjęciami musiałem jeszcze na chwilę podskoczyć do centrum handlowego, bo skończył się toner w drukarce i nie mogłem wydrukować scenariusza. Zaparkowałem na górnym poziomie parkingu w CH Targówek i… to by było na tyle. Znów błędy, samochód się zawiesił. Co działo się potem, zobaczycie w teście.

Tymczasem z kolegami po fachu wymienialiśmy się historiami o niefortunnym Espace. Jak się później okazało, samochód na dobre wypadł z testowego grafiku, bo… miał połamane fotele. Zadziałała wyobraźnia. Pewnie ktoś zjechał z drogi spytać po ile owoce leśne. Ale nie.

Przy okazji odbioru innego testowego Renault dowiedziałem się, co stało się z fotelami w tym nieszczęsnym Espace. Nie chodziło o seks, chociaż scena musiała trochę przypominać Catherine Zeta-Jones w Alfie 156 SW. Niestety zamiast CZJ było dwóch mechaników z Renault.

Po dwóch dniach stania i zastanawiania się nad tym, w jakim trybie jest dziś skrzynia biegów, Espace postanowił wyziąnąć ducha zupełnie. Prąd mu się w mózgu skończył. Z niejasnych przyczyn panowie dostali prikaz, żeby jednak nie wybijać bocznej szyby, tylko dostać się do wnętrza przez bagażnik. W karcie dostępu jest awaryjny kluczyk, ale widać bez prądu nawet analogowy zamek nie działa, albo zamek w drzwiach kierowcy otwiera bagażnik? cHGW

Panowie wbili się do bagażnika, ale ponieważ (teraz dopiero robi się zabawnie) z postawionymi w drugim rzędzie fotelami jest niewielki prześwit między oparciami a dachem, postanowili siedzenia złożyć. Służą do tego (kurwa, to się nie dzieje naprawdę!!!) przyciski w bagażniku, które oczywiście odpalają jakieś elektryczne ustrojstwo do składania tych cholernych siedzeń.

Ale kurwa nie ma prądu!!!!!!!!!!!!!!!! Kwiczę, bo widzę oczami wyobraźni tych mechaników z Renault Warszawa (a nie to nie są ułomki), jak robią Zetę-Jones w tym Espasie!

Przeczytaj też to

Previous ArticleNext Article

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *