Jazda próbna

BMW X1 – jestem marakuja

BMW X1 jest odpowiedzią na trend. Sprzedaż crossoverów w Europie rośnie i tylko idiota nie chciałby ugryźć kawałka tego tortu. Ale dlaczego miałbym kupić akurat BMW X1?

Według serwisu Left-Lane.com w 2015 roku segment małych crossoverów w Europie urósł o 46 procent do ponad miliona egzemplarzy. Kompaktowe crossovery nie rosną już tak szybko (13 procent), ale i tak w tym segmencie sprzedano ponad 1,2 mln sztuk. A teraz uwaga! Kompaktowe i średnie SUVy premium w górę o 25 procent do 366 tysięcy, a duże SUVy premium w górę o 27 procent do prawie 243 tysięcy. Też zauważyliście, że jeśli coś jest premium, to nazywa się SUV, a nie crossover?

BMW X1 należy do segmentu kompaktowych SUVów premium i w ubiegłym roku jego sprzedaż spadła o ponad 30 procent w związku z zakończeniem produkcji pierwszej generacji E84. Teraz do sprzedaży weszła druga generacja X1 F48. Na pewno jest lepsza od podobnej do rozdeptanego trampka pierwszej generacji, ale czy dałbym za ten samochód 240 tysięcy złotych?

Oczywiście, najtańsze X1 kosztuje zaledwie 126 tysięcy złotych, do jakieś 30 tysięcy mniej niż X3. Ale to wersja z napędem na przednią oś i trzycylindrowym silnikiem z MINI. CO!?!?!?!? Tak, nowe X1 powstaje na platformie UKL, tej samej co MINI i BMW Serii 2 Active Tourer. A to oznacza napęd na przednią oś i ewentualnie dołączany napęd na oś tylną. Jeśli sobie życzysz, to możesz zamówić Clubmana ALL4 lub 2AT xDrive.

Trzycylindrowy silnik z MINI nie jest zły. Jego wzmocniona wersja napędza BMW i8, więc swoje żale na temat motorków z kosiarek idźcie sobie wylewać na trawnik. Ale w i8 z silnika 1.5 wydobyto 231 KM, a w X1 pozostaje wersja 136-konna. Świetna do MINI Cooper, ale nie do ważącego 1400 kg SUVa/crossovera. Poza tym w Polsce nikt nie kupuje premium SUVa/crossovera z napędem tylko na jedną oś. A już na pewno nie na przednią.

Ze 126 tysięcy lądujemy więc na poziomie 160 tysięcy (w egzemplarzu testowym mocniejszy silnik, więc 180 tysięcy), a dalej zaczyna się lista wyposażenia dodatkowego. Za 60 tysięcy naprawdę nie ma czego się pozbyć. Po to kupuję samochód premium, żeby mieć w nim opcje i usługi premium. Chociaż jak przekonałem się w ubiegłym tygodniu, mógłbym równie dobrze kupić Opla Astrę. A jak tak dalej pójdzie, to zaraz okaże się, że BMW, Mercedesowi i Audi zostaną już tylko znaczki na masce, bo KIA z Hyundaiem pozamiatają.

Previous ArticleNext Article

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *