Globalnie Mitsubishi specjalizuje się w faceliftingach. W Polsce – w aktorach. Mitsubishi Outlander PHEV po pierwszym lifcie skradło serce Maciejowi Stuhrowi, a po drugim lifcie – Bartłomiejowi Topie.

W okresie swojego ambasadorowania Outlanderowi PHEV Maciej Stuhr (konieesznie z źwiękiem!) nauczył się, gdzie znajduje się gniazdo do ładowania samochodu, a Bartłomiej Topa w etiudzie reżyserowanej przez PR Manager MMC Car Poland odkrywa zestaw głośnomówiący.

Motodziennikarska brać zawsze ma niezłą polewkę z ambasadorów, bo ci zwykle nie mają pojęcia o samochodach i rzucają wyjęte z kontekstu frazy, które udało im się zapamiętać z komunikatów prasowych. A może są tak znakomitymi aktorami, że tylko udają nieogarów, żeby lepiej trafić do publiczności?

Bo dziennikarze motoryzacyjni często operują na założeniu, że ich odbiorcy coś już tam wiedzą i rozumieją, i że nie trzeba tłumaczyć im podstaw. A tymczasem podstawy trzeba tłumaczyć za każdym razem, bo pasjonatów prawdziwych jest tyle, co czytelników motoryzacyjnych tygodników (a sprzedaż leci na łeb, na szyję), a reszta ogląda testy samochodów głównie wtedy, gdy są “na kupnie”. I potrzebują prostej odpowiedzi na pytanie: jaki samochód mam kupić?

Mitsubishi Outlander PHEV na zewnątrz wygląda normalnie, przeciętnie, nawet z udającymi chrom wstawkami z przodu. Ale technologia hybrydowa Mitsubishi jest na tyle skomplikowana, że wymaga dłuższego wyjaśnienia.

Zapraszam na test Mitsubishi Outlander PHEV.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.